Białoruś „ostrzegła” Polskę przed zamachem. Łukaszenka znowu gra w swoje chore gierki
- 24 lip
- 1 minut(y) czytania

Mińsk nagle postanowił „zadbać” o bezpieczeństwo Polski. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Białorusi poinformowało, że przekazało polskiej stronie informacje o przygotowywanym zamachu terrorystycznym. Celem ataku miałyby być dzieci białoruskiej opozycjonistki mieszkającej w Polsce.
Polskie MSZ potwierdziło otrzymanie sygnału i poinformowało, że informacje są weryfikowane.
Brzmi odpowiedzialnie? Tylko dopóki nie zna się kontekstu.
Łukaszenka od lat traktuje działania hybrydowe jako główną broń wobec Polski. Prowokacje na granicy, szpiegostwo, dezinformacja, migranci jako narzędzie szantażu – to jego standard. A teraz nagle „pomagamy wam”.
To klasyczna manipulacja. Chodzi o to, żeby siać niepokój wśród białoruskiej emigracji w Polsce, zmusić polskie służby do marnowania czasu i sił na sprawdzanie donosu oraz zbudować propagandowy obraz „odpowiedzialnego sąsiada”.
Nie ma wątpliwości, że taka akcja była uzgodniona z Moskwą. Łukaszenka dawno nie jest niezależnym graczem – jest tylko narzędziem w rękach Kremla.
Polska reaguje spokojnie i profesjonalnie: informację przyjęto i sprawdzamy. Dokładnie tak powinno się odpowiadać na „prezenty” z Mińska – bez paniki, ale i bez naiwności.
To element długotrwałej hybrydowej wojny przeciwko Polsce. Dopóki Białoruś pozostaje przedmurzem Rosji, takich prowokacji będzie więcej.
Od redakcji The IMMIGRANTS:
Takie incydenty jasno pokazują, że Polska nadal jest obiektem zorganizowanej wojny hybrydowej ze Wschodu. Dopóki Białoruś pozostaje satelitą Rosji, nie będzie prawdziwego spokoju na naszej wschodniej granicy.
Czas przestać traktować Łukaszenkę jak „trudnego sąsiada” i zacząć widzieć w nim to, czym naprawdę jest – narzędzie Kremla do destabilizacji Polski i całego regionu. Nasze służby muszą być czujne, a społeczeństwo świadome. Bo te „ostrzeżenia” to nie pomoc – to element większej gry, w której Polska jest traktowana jako przeciwnik.



Komentarze